Welcome to Delicate template
Header
Just another WordPress site
Header

Anglia i Walia

Marzec 20th, 2012 | Posted by Michał Piec in Inne

Śledząc bardziej lub mniej dokładnie promocje Ryanair’a natknąłem się na tanie loty do Manchesteru. Tam i z powrotem za 70zł przy wylocie spod nosa – Katowickich Pyrzowic wydawało się dobrą opcją. Dodatkowo czas niedziela-środa sprzyjał wyjazdowi, bo zajęcia rzekomo obowiązkowe mam tylko w czwartki i piątki. Na wylot udało się zebrać sześć osób. Niestety było to tylko męskie towarzystwo.
6 listopada w niedzielę wieczorem wylądowaliśmy pod Manchesterem. Kompleks lotniska jest przeogromny, my na noc rozłożyliśmy się zaułku terminala drugiego.



Mając do dyspozycji pełne dwa dni postanowiliśmy podzielić się na pary i pojechać na stopa do Snowdonii, parku narodowego w Północnej Walii.  Umówiliśmy się w miejscowości, której nazwy poprawnie wymówić nie potrafimy do dziś, a mianowicie Dolgellau. Max pojechał z Pawłem, Piotrek z Sebastianem, a Karol ze mną. Jednak stopowanie na Wyspach nie jest proste, szczególnie w dwóch facetów. Tylko Karolowi i mnie udało się dojechać do Dolgellau. Chłopaki utknęli po drodze, jedni w Corwen, drudzy w Chester.


Noc spędziliśmy pod zadaszoną trybuną przylegającą do boiska, na obrzeżach miasta. Kolejnego dnia zwiedziliśmy Caernarfon, miasto nad morzem, z ładnym zamkiem wpisanym do dziedzictwa UNESCO. Kolejnym punktem zwiedzania miało być Chester, ale gdzieś po drodze na dobre utknęliśmy. Najpierw łapaliśmy stopa na przy ruchliwej jezdni, ale po chwili zjawił się radiowóz (ktoś na nas doniósł). Otrzymaliśmy nakaz opuszczenia terenu drogi szybkiego ruchu, czego policjanci osobiście dopilnowali.  Po tym nie potrafiliśmy znaleźć dobrego miejsca na łapanie (nie było miejsca, żeby kierowcy mogli się zatrzymać), a w jedynej zatoczce gdzie był sens łapać stał radiowóz. Po blisko godzinie bezsensownego chodzenia w te i wewte Karol zapytał policjantki o to, czy możemy łapać w zatoczce, w której stoi radiowóz. Otrzymał odpowiedź pozytywną, co więcej zauważyliśmy, że to nie radiowóz, tylko ambulans! Udało się załatwić spory karton, na którym sporządziliśmy wielką nazwę miejscowości, w której kierunku jechaliśmy, a także mały dopisek z prośbą o litość. Przyniosło to skutek, ale dopiero po 5 godzinach łapania! Udało się dojechać bezpośrednio na lotnisko.
Przez cały nasz pobyt w Wielkiej Brytanii nie padał deszcz. Jeszcze przed wylotem spodziewaliśmy się nieustannej ulewy, a nawet opadów śniegu.


Wiejski krajobraz, szczególnie w Walii zrobił na nas duże wrażenie. Całkiem klimatyczne były również małe miasteczka na prowincji.
Ostatniego dnia pojechaliśmy do centrum Manchesteru. Atrakcją samą w sobie był przejazd piętrowym autobusem (RT 3,70 funta). W mieście udało się zobaczyć jakąś galerię sztuki, ratusz, bibliotekę i katedrę. Miasto na kolana nas nie powaliło.
Na Wyspy poleciałem z 1 funtem i 5 pensami. Jednak wróciłem bogatszy za sprawą nie lada atrakcji, którą umilaliśmy sobie czas na Manchesterskim lotnisku. Odwoziliśmy wózki, które ludzie zostawiali czy to w którymś z terminali, czy na parkingach. W każdym z wózków można było znaleźć 1 funta. Tym samym udało mi się zebrać aż dziesięć funtów. Każdy z nas coś uzbierał, jednak rekordzistą był Piotrek, który zapiął piętnaście wózków. Max na lotnisku znalazł wino, ktoś widocznie planował zabrać je w bagażu podręcznym. Nam udało się namówić robotników, którzy nawiercili korek, dzięki czemu mogliśmy cieszyć się smakiem Gewürztraminera.

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *