Welcome to Delicate template
Header
Just another WordPress site
Header

Autostopem do Medjugorie

Marzec 20th, 2012 | Posted by Michał Piec in Inne


Dawno nie byłem nigdzie dalej, więc w domu usiedzieć ciężko było. Z niesprecyzowanymi planami ruszam 13maja z rana stopem na Bałkany. Początkowo myślę o Macedonii i Albanii, ale czas i żałosna pogoda ograniczają moje plany. Omijam także Prisztinę w Kosowie, gdzie jazdę odradza mi każdy napotkany kierowca.
Jeszcze pierwszego dnia docieram za Belgrad i tułam się mniejszymi drogami na wschód – najpierw w kierunku Podgoricy w Czarnogórze, a gdy deszcz nie przestaje dawać o sobie znać a wręcz się nasila rewidując plany ruszam do Bośni i Hercegowiny, najpierw do Sarajewa. W międzyczasie nocuję sobie wszędzie, gdzie nocuje polski student, czyli pustostany, zaplecza hoteli itp. W Sarajewie nie opuszcza mnie pech związany z pogodą. Co więcej dowiaduję się, że w Polsce też ciągle leje i można mówić o powodzi. Przechadzam się aleją snajperów, krążę po centrum. Większość budynków ma tutaj ślady po kulach, To skutki wojny domowej w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych.

Następnego dnia w związku tym, że nikt mądry nie weźmie mnie do swojego samochodu całego mokrego ruszam pociągiem z Sarajewa do Mostaru. Tu spotykam polskich żołnierzy stacjonujących w Bośni w ramach EUFOR. Fajne chłopaki, póki co mają względny spokój a z samego Sarajewa mają się wkrótce wycofać. Teraz jeszcze kończą misję stabilizacyjną (zwał jak zwał) i szkolą bośniackich żołnierzy.
Zwiedzamy Mostar, gdzie temperatura latem dochodzi nawet do 50stopni. Podobnie jak w Sarajewie jest tu ogromna mozaika kulturowa. Między wieloma minaretami wznoszącymi się w każdej części miasta góruje sześćdziesięciometrowa wieża kościoła franciszkanów budowana całkowicie z betonu (ewentualny wystrzał z moździerza zrobi dziurę a nie zburzy całkowicie konstrukcji). Taka budowla niewątpliwie swego czasu musiała być policzkiem wymierzonym muzułmanom. Pogoda nie przestaje nas smucić. Zwiedzamy Mostar na czele ze Starym Mostem, który jest główna atrakcją Mostaru. Został zburzony w czasie wojny a po jej zakończeniu odbudowany z oryginalnych elementów wyłowionych w rzece. Siadamy w małej knajpie dla lokalsów i konsumujemy ‘burka’ , który na pewno nie ma nic wspólnego z muzułmańską chustą, ale czy nie ma nic wspólnego z czworonogiem to już głowy nie dam. Jest to mięso mielona zawijane w tłustym cieście, które zapijamy produktem chorwackiego browarnictwa – Karlovacko. Dalej ruszam z żołnierzami Lublinem II zobaczyć niezwykłe zjawisko rzeki Bune wypływającej spod skały w Blagaju. Dostaję od Wojska Polskiego zapasy żywności na jakiś czas i dojeżdżamy do Medjugorie. Tutaj się rozstajemy a ja wałęsam się spokojnie rozpoznając teren.


Czas pobytu w Medjugorie upływa pod znakiem wieczornych nabożeństw i Eucharystii a również wszechobecnej modlitwy różańcowej. Czuć faktycznie ducha modlitwy. Wielu ludzi przystępuje do spowiedzi. Pierwsze argumenty, które powodowały, że chciałem tu przyjechać to świadectwa osób tu nawróconych.


Niestety nie udaje mi się dogadać z polską grupą i pierwszą noc spędzam znów w domu w trakcie budowy. Kolejna noc jednak pełnopłatna na kwaterze a następna dzięki życzliwości Agnieszki również w cywilizowanych warunkach. W międzyczasie odwiedzam wspólnotę osób leczących się od uzależnień – Cenacolo, wspinam się na Podbrdo i Krizavac. Trzy noce spędzone w Medjugorie nie pozwalają na odwiedzenie jeszcze Dubrownika. Ruszam stopem do kraju. Pierwszego dnia dojeżdżam do Zagrzebia, gdzie nocuję przy stacji benzynowej na obwodnicy, a drugiego udaje mi się bezpiecznie dotrzeć do domu.
Było warto, ale potencjał Bałkanów został wykorzystany w niewielkim stopniu – będzie chęć wrócić jak Bóg pozwoli.

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

2 komentarze



Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *