Welcome to Delicate template
Header
Just another WordPress site
Header

Autostopem na Mistrzostwa Świata w skacie

Marzec 20th, 2012 | Posted by Michał Piec in Inne


Decyzję o wyjeździe tradycyjnie podjąłem w ostatnim momencie. Właściwie byłem przekonany, że jest już za późno. Telefon do prezesa związku i informacja, że mogę wziąć udział.
Jest 16 października, na 20. października, godzinę 20.00 muszę być na miejscu, żeby zapłacić opłatę startową. 17 października, piątek, nie zastanawiając się długo, z samego rana ruszam autostopem w kierunku Calpe. Do Calpe na Wybrzeżu Costa Blanca w Hiszpanii jest ode mnie około 2700km. Komunikacją podmiejską wyjeżdżam na wjazd na autostradę w Rudzie Śląskiej – Wirku. Po 30minutach łapię pierwszego tira. Musi zjechać w Kędzierzynie-Koźlu. Zostawia mnie na poboczu autostrady twierdząc, że tędy jeździ dużo samochodów i na pewno coś złapię. I złapałem. Czerwoną policyjną tajniacką vektrę, która jest postrachem piratów drogowych na tych wodach. Nie mogę łapać stopa na autostradzie. 300zł mandatu. Tłumaczę im, co się stało i gdzie jadę. Odpuszczają. Wywożą mnie poza teren autostrady i życzą powodzenia. Ja też życzę im owocnego dnia. No i nie zrażając się chwilowymi niepowodzeniami jadę dalej i dalej. Kolejne perypetie zaczynają się około 1 w nocy w okolicach Karlshrue. Wsiadam do samochodu kobiety, która nie umie znaleźć domu i przejechała już 300km więcej niż zwykle. Mhm.. póki jedzie w moim kierunku jest wszystko ok. Później zjeżdża z autostrady. Twierdzi, że miasto, do którego jedzie, jest znane i na pewno złapię tam stopa bez problemu.

Fajnie mi znane, jak go nie ma na żadnej mapie. W centrum Karlshrue dziękuję jej za pomoc. Idę w kierunku autostrady. Jest 1.30. Podobno do autostrady jest jeszcze daleko. Nie mam wyjścia, tu nic nie złapię, zwłaszcza o tej porze. Po kilku kilometrach dochodzę do drogi szybkiego ruchu. Tutaj piesi nie mogą chodzić poboczem. Nie mam wyjścia. Idę dalej. 5km, słabo oświetlony docieram do wjazdu na autostradę. Jeszcze większa ciemnica. Próbuję coś złapać. Nikt się nie zatrzymuje. Jakoś mnie to specjalnie nie dziwi. Kto mądry zatrzyma się o 2.30 w nocy w takim miejscu jakiemuś bezdomnemu albo nie wiadomo komu. Po 15minutach, gdy stwierdzam, że to bez sensu i lepiej będzie wyciągnąć matę i śpiwór i się przespać, zatrzymuje się koleś BMW-icą.

Próbuję z nim poszprechać, proszę go, aby wywiózł mnie chociaż na jakąś stację benzynową, gdzie będę mógł coś łatwiej złapać. ‚Nie ma sprawy’ odpowiada. To Niemiec, polskiego pochodzenia. Ufff. No i tak dalej, kolejnymi stopami docieram do granicy francusko-hiszpańskiej. Jest 17godzina, sobota 18. Deadline mam w poniedziałek o 20. Nie powinno być problemów. Niestety zbyt wcześnie pochwaliłem. Jest sobota wieczór. Jutro nikt nie jedzie tirem, wszyscy w niedziele balują. La Janguera, to kompleks 20stacji benzynowych, marketów, hoteli itp. W zasadzie nie miałem pomysłu gdzie tu się ustawić. Po dobrych 3-4godzinach łapania, zatrzymuje się Marokańczyk. Ciężko się z nim dogadać. Wsiadam. Niestety nie jedzie on autostradą, tylko drogą niepłatną, równoległą do niej. Zostawia mnie za rondem 30km dalej. Do Barcelony stąd 160km.

Niestety znów późna pora i ciemno. Więc ciężko coś złapać. Po 2 godzinach daję za wygraną i w gąszczu traw przy budowie rozwijam matę, śpiwór i idę spać. Wstaję około 6. Znów 2 godziny prób łapania stopa. Bez skutku. Dochodzę do wniosku, że to bez sensu. Łapię stopa z powrotem do La Janguery. Po drodze pomagamy wyjść z samochodu ludziom, którzy wpadli do rowu. Na La Janguerze 20min i jedzie jakiś muzyk do Gerony. Super. Wysadza mnie na stacji benzynowej pod Geroną. Po minucie zabiera mnie stąd małżeństwo Kanadyjczyków. Jak się okazuje, byli na Camino. Co więcej, jadą 20km od Calpe.

Ufff. Dobre 600km z nimi. Dowożą mnie do samego Calpe. Jestem na miejscu. Jest niedziela, 18 godzina. Szukam kościoła. Jest. Msze były rano. Pytam ludzi. Niechętnie udzielają pomocy w tej kwestii.
Piękne miasteczko. Całkowicie nastawione na turystykę. Na szczęście nie ma tylu ludzi, bo nie ma sezonu. Fajny apartament, plaża, góry. Niestety okazuje się, że muszę zapłacić 120euro więcej niż myślałem. Przez to cały czas ciągnę na żarciu z Lidla. A sam pobyt kończę jako bankrut.
Same zawody stały jak zwykle na wysokim poziomie. Niestety bez sukcesów z mojej strony. Przyjechałem po tytuł, a wróciłem jako 6 junior na świecie. Było 5 nagród. W ogólnej klasyfikacji nagród 55. Ja 56. Heh. Cieszy tytuł Mistrza Świata zdobyty przed Adama Kołodziejczyka. Pierwszy Polak, który dostał się w ogóle do finałowej 16. A na dodatek zwyciężył wszystkich, jako pierwszy nie niemiecki Mistrz Świata.
Wróciłem samochodem dzięki uprzejmości znajomego. Było fajnie, ale oczywiście mogło być lepiej.  

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *