Welcome to Delicate template
Header
Just another WordPress site
Header

Autostopowy sylwester Taize w Brukseli

Marzec 20th, 2012 | Posted by Michał Piec in Inne

Sylwester? Taize! W tym roku znów bez rejestracji we właściwym terminie ale za to z pozytywnym nastawieniem i nie sam ruszam autostopem w kierunku Brukseli. To właśnie stolica Barbancji, Belgii i Unii Europejskiej gości na przełomie 2008/2009 młodych ludzi z całej Europy, którzy w duchu Taize chcą się razem modlić, zapominając o tym co ich różni a szukając tego co jest im wspólne, czyli Jezusa Chrystusa.

Bez dłuższego zastanawiania się ruszam 28.12 w kierunku Beneluxu. Po 2 godzinach bezskutecznego stania przy wjeździe na autostradę w Rudzie Śląskiej i drżenia z zimna nachodzą mnie poważne wątpliwości na temat sensu tego przedsięwzięcia. Na szczęście po chwili zostają rozwiane. Pani lekarz okazuje się wybawcą,  chociaż pokonuję z Nią tylko odcinek do Gliwic a żegnając się przejeżdża mi tylnym kołem po palcach u stopy. Gliwice-Sośnica, 15minut i w odpowiedzi na mój kartonik z napisem ‚Wrocław’ zatrzymuje się osobówka.
-Wskakuj.
-Ok, dzięki, jedziecie do Wrocławia, czy może dalej, bo w Legnicy na stacji benzynowej czeka na mnie koleżanka i dalej ruszamy razem.
-Właściwie jedziemy do Eindhoveen, a Wy gdzie?
-ooo, my do Brukseli.
-To 100km od Eindhoveen, zabierzemy Was.
Co za ‚fuks’. Na stacji benzynowej przy Legnicy do wozu wskakuje Agata, jakoś się mieścimy. Agata to moja koleżanka z Jeleniej Góry. Historia znajomości jest co najmniej zabawna, ale to nie miejsce na dłuższy wywód.
Około 21 docieramy do Eindhoveen. 20 minut na stacji benzynowej z napisem ‚Antwerpen’ i łapiemy ciężarówkę do Paryża jadącą przez Brukselę. Tym samym, o 23 tego samego dnia, którego ruszyliśmy docieramy do miasta, które jest celem naszej podróży. W planie mieliśmy na dotarcie 2,5 dnia.

Kiedy po około godzinie błądzenia w okolicach Atomium, czyli komórki przestrzennie centrowanego atomu żelaza, czy jakoś tak, w parku chcemy rozłożyć się do snu, dostaje telefon od kumpla – Michała, byłego MF-owicza, który czeka na nas z noclegiem po drugiej stronie miasta. Chwała Panu! Ostatnią linią metra docieramy za centrum, później z buta i jesteśmy. Szkoła im. Don Bosco, dach nad głową, materac, śniadanie, ciepła woda.
W niedzielę z rana udajemy się do punktu informacyjnego na Expo dla przyjezdnych. Okazuje się, że nie ma problemu z rejestracją. Ponadto zostajemy przydzieleni do ‚working group’ a mianowicie będziemy pomagali przy rozdawaniu posiłków. Agata zostaje nadzorcą połowy rzędów, w których jest rozdawana żywność a ja dystrybuuje posiłki osobom niepełnosprawnym. Po lunchu idziemy na modlitwę, dalej odwiedzamy Bazylikę Sacere Coeur a wieczorem uczestniczymy we Mszy Świętej.

W poniedziałek, korzystając z czasu wolnego zwiedzamy Brukselę. Miasto ciekawe. Mi szczególnie przypadły do gustu tutejsze świątynie. Jest Katedra św. Michała i św Guduli, kościół Notre Dame du Sablon z kryptą królewską, wspominana wcześniej Bazylika Sacre Coeur z ogromnymi witrażami, która w momencie odwiedzin rozstrzelana jest promieniami zachodzącego słońca, oraz dużo więcej sakralnych zabytków. Jest tu też sporo muzeów, chociaż ze względów finansowych i czasowych nie pozwoliłem sobie na wiele, a jest w czym wybierać, wystawy obrazów czołowych flamandzkich malarzy, muzeum techniki, miniatur, czekolady, filmu, zabawek, browarnictwa, nawet słynne muzeum ze spreparowanymi zwłokami itp. Centralnym punktem miasta jest Grande Palace z ratuszem oraz siusiający chłopiec nieopodal.


Nie zapominamy o modlitwie. To główny cel dla którego tu przyjechaliśmy. Gdybyśmy chcieli tylko zwiedzac, to w ciągu czasu, który mieliśmy do zagospodarowania moglibyśmy zobaczyc duzo, duzo więcej. To piękne, że ponad wszelkie animozje, Ukrainiec, Niemiec, Polak czy Filipińczyk.. biały, czarny czy żółty… wreszcie katolik, kalwin, prawosławny adwentysta czy inny reformata potrafi razem się modlić i miłować się wzajemnie.
No i tak mijał nam dzień po dniu. Szybko, bo plan dnia był ułożony tak, że nie było czasu się nudzić, zwłaszcza, że od szkoły w której spaliśmy do hal Expo dzieliły nas 24 przystanki, które trzeba było pokonać dwoma liniami metra.

Na drogę powrotną udało się nagrac dwa miejsca w autokarze do Rzeszowa, który po drodze zatrzymał się w Amsterdamie(bleee) oraz na Górze Świętej Anny. Amsterdam nie zachwycił a nawet wręcz przeciwnie. Może to dlatego, że zwiedzaliśmy go nocą, a może po prostu dlatego, że nie ma tam nic ciekawego po za sex muzeum, dzielnicą czerwonych latarni z prostytutkami, coffeshopami z dostępną legalnie marihuaną. Do tego faceci trzymający się za rękę na ulicy. To nie na moje nerwy. W stolicy Holandii podobała mi się tylko duuuża ilość rowerów, ciekawa zabudowa, kamieniczki z dużymi oknami ;p
Wierzę, że przyszłym roku razem z Tobą będę modlił się o jedność Chrześcijan i o pokój na świecie w Poznaniu. To właśnie stolica wielkopolski będzie kolejnym miejscem – celem pielgrzymki zaufania przez ziemię.

Confitemini Domino
quoniam bonus,
Confitemini Domino, Alleluja!

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *