Welcome to Delicate template
Header
Just another WordPress site
Header

Bawaria

Marzec 20th, 2012 | Posted by Michał Piec in Inne

Środa 24 sierpnia był ostatnim dniem rekolekcji, które wraz ze wspólnotą MF Tau przeżywaliśmy na Górze Św. Anny. Grzechem byłoby zmarnowanie wolnego czasu, który po rekolekcjach nam pozostał. Pozostała tylko kwestia: gdzie jechać? Ze względu na to, że do parkingu na autostradzie A4 prowadzącej prosto do Niemiec mieliśmy 10minut piechotą pojawił się pomysł odwiedzenia Bawarii, a przede wszystkim zobaczenie zamku w Neuschwanstein.

Ruszyliśmy z Anią stopem około południa w kierunku zachodniej granicy. Tego dnia dojechaliśmy za Norymbergę. Cały dzień było gorąco, ale wieczorem przyszła burza. Deszcz przeczekaliśmy na stacji benzynowej. Przed dwudziestą drugą wszamaliśmy ostatnie kanapki, które zrobiliśmy sobie rano i rozłożyliśmy się niepewnie na ławkach przy parkingu licząc na to, że nic więcej nas w nocy nie zmoczy. Nim zdążyliśmy wskoczyć w śpiwory podszedł do nas Holender, który zaproponował nocleg na pace swojej ciężarówki. Niezwykle pozytywnie nas to zaskoczyło. Oczywiście skorzystaliśmy z tej opcji i mogliśmy przespać noc bez obaw o zmoczenie z zewnątrz (ew. pozostawała obawa o inne zmoczenie, bo na pace byliśmy zamknięci).
Rano nasz dobroczyńca ruszył dalej. Z tym, że nas oczywiście wcześniej wypuścił. Przeszliśmy na stację benzynową po przeciwnej stronie autostrady, próbując wrócić ten kawałek na właściwą drogę. Nie mieliśmy GPS ani normalnej mapy, tylko trzy zdjęcia Google.maps na aparacie. Doszliśmy do wniosku, że wrócimy na przeciwległą stronę i drogą przez Ulm dotrzemy do zamku.


Brama, którą wcześniej opuściliśmy teren autostrady okazała się zamknięta. Musieliśmy podjąć wyzwanie przeskakiwania przez płot i przedzierania się przez krzaki. Na szczęście z pozytywnym skutkiem. Błyskawicznie złapaliśmy stopa, a właściwie to on nas złapał. Polak jadący busikiem do Barcelony. Wielki smutek, że nie mamy więcej czasu. Od kierowcy dostajemy drogową mapę Niemiec. Jest z 1994 roku a jest tu dziesięć razy więcej autostrad niż dziś u nas. Wyskakujemy na kolejnym Autohofie i pokonując z ludźmi różnych narodowości mniejsze lub większe odległości dojeżdżamy do Füssen. Miasta, z którego zostało zaledwie 5km do naszego zamku. Od rana nic nie jedliśmy, więc z radością przyjmujemy widok supermarketu. W parku posilamy się w studenckim stylu. Po sjeście myjemy się w toaletach przy kolejowym dworcu i spacerujemy po całkiem ślicznej starówce. Z miasteczka piechotą udajemy się zgodnie ze strzałkami w kierunku zamku. Po drodze napotykamy alpejskie jezioro pełne amatorów letnich kąpieli. My również nie odmawiamy sobie tej przyjemności. Woda, choć bardzo czyta, jest hm.. chłodna;] Po kąpieli maszerujemy dalej w kierunku zamku. Mamy dość ciężkie plecaki, więc podejście pod górę kosztuje nas trochę wysiłku. Zwłaszcza, że cały dzień dzisiaj jest ogromny upał. Jednak widok z góry rekompensuje ten trud. Kiczowaty zamek znany z ramówki Disneya nie powala, ale mimo to warto było go zobaczyć. Schodzimy do miasteczka i chwilę bezskutecznie próbujemy łapać stopa w kierunku Monachium. Robi się ciemno, więc zjadamy kolację i rozkładamy śpiwory pod kościółkiem.

Noc spokojna, dojadamy resztki chleba na śniadanie, tankujemy wodę na stacji benzynowej i próbujemy coś złapać w kierunku Monachium. Idzie dość topornie. Łapiemy z rzadka stopa na małe tylko odcinki. Przed południem stołujemy się w Lidlu w jednym z miasteczek na naszej drodze. Po niedługiej przerwie kontynuujemy łapanie w kierunku stolicy Bawarii. Pierwotnie planowaliśmy zwiedzić Monachium, ale straciliśmy zbyt wiele czasu dzisiaj i teraz po prostu chcemy sprawnie przejechać miasto i dostać się na wylotówkę. Nie jest to takie proste. München jest mocno zakorkowane w związku z przebudowaniami głównych węzłów autostradowych. Pan, który nas zabrał wywozi nas na stację benzynową za miasto w kierunku, w którym chcemy jechać – choć nie jest mu to zupełnie po drodze. Łapiemy kolejne stopy aż docieramy 50km przed Hof. Miejsce kijowe, duża stacja benzynowa poza terenem autostrady. Do tego nastaje zmierzch. Jestem prawie pewien, że dziś już nic nie złapiemy, a analizuje już różne opcje pod kątem dnia jutrzejszego. Tymczasem młoda para pyta nas, dokąd chcemy jechać. Jadą aż do Drezna! Super! Podczas drogi na lusterku wstecznym w samochodzie naszych dobrodziei zauważam wiszącą muszlę. Pytam czy ma związek z Jacobsweb. Tak, koleżanka przeszła Camino Frances z tego miejsca gdzie ja. Dostajemy się na główną trasę biegnącą w kierunku Polski. Nocujemy na ławkach przy kompleksie stacji benzynowej przed Dreznem, 150km od Polskiej granicy.

Ostatniego dnia na spokojnie korzystamy z darmowych łazienek po czym Ania pyta pana z samochodu dostawczego czy nas w kierunku Ojczyzny nie zabierze. Tym sposobem docieramy do Wrocławskich Bielan. Tu jeszcze rzucamy okiem co w Tesco słychać i na przystanku rozstajemy się. Ania jedzie do centrum Wrocławia gdzie wskakuje do pociągu do Piły. Mi udaje się kolejnymi stopami dojechać do domu. Tych stopów w sumie podczas tej podróży było 23.
Chociaż wydaliśmy niecałe 30zł na głowę, to wyjazd był zdecydowanie na bogato ;]

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *