Welcome to Delicate template
Header
Just another WordPress site
Header

Dzień 1-2

Dzień 1
Piątek 05.06.2009
Etap: Piekary Śląskie – Kraków
Długość odcinka: 88km

Pobudka o 6. Dopiero teraz się pakuję. Wcześniej jakoś nie było czasu. Mama wraz z ciocią robią mi kanapki na drogę. Mam wrażenie, że jest ich tyle, że starczą spokojnie do Turcji. Moje wątpliwości budzi sprawność sprzętu, którym będę musiał zrobić w najbliższym czasie blisko 4000km. Właściwie to wczoraj wraz z bratem montowaliśmy przy nim błotniki, sakwy itp. Ponadto mam świeżo kupione buty spd, czyli na tak zwane wpinanie się w pedały, w których jeszcze nie zrobiłem nawet kilometra. Mam nadzieję, że jakoś stopy się przyzwyczają i nie będzie z nimi problemów. Żegnam się z rodziną. Nie w komplecie, bo tata jest w drodze dwoma kółkami do Fatimy. Krótka modlitwa pod piekarską bazyliką i ruszam. Czuć różnicę między rowerem ‚na pusto’ a tym z załadowanymi sakwami. Trudniej się prowadzi, a i na pedały mocniej trzeba nadepnąć kręcąc pod górkę. Bez większych problemów po 4 godzinach docieram do Krakowa, gdzie czekają na mnie Karol i Przemek, przyjaciele z Młodzieży Franciszkańskiej Tau. Karol robi na obiad spaghetti, na wzór tego pamiętnego, które zaserwowaliśmy w Mercato Saraceno włoskiemu proboszczowi, idąc do Rzymu. Dla niewtajemniczonych: makaron z koncentratem pomidorowym i poszatkowaną parówką. Po obiedzie udaję się do centrum aby dokończyć kompletowanie sprzętu. Swoją drogą, to co najmniej nieroztropne, że robię to dopiero teraz. Na 19 udajemy się do Kapucynów na Loretańskiej na mszę świętą. Akurat mszę koncelebrują misjonarze z Etiopii, a podczas homilii jeden z nich prezentuje sylwetkę błogosławionego kapucyna-misjonarza, który przez 6 lat próbował dotrzeć do Afryki przez Ziemię Święta, ale ze względu na, delikatnie mówiąc nieprzychylność muzułmanów nie udawało mu się to. W końcu przebierając się za kupca dotarł nierozpoznany. Od razu sytuację tę kojarzę z tą, przed którą przestrzegają mnie ci, którzy byli w krajach arabskich, które są w stanie wojny z Izraelem, czyli m.in. Syria, aby w żadnym wypadku nie mówić o tym, że jedzie się do Ziemi Świętej, ani nie mieć przy sobie nic związanego z Izraelem bo może się to przykro skończyć. Po Eucharystii wraz z świeżo wyświęconym kapłanem, bratem Andrzejem i MF-owiczami krakowskimi udajemy się na Bracką na lody, a stamtąd wracamy do mieszkania. Trzeba się wyspać bo jutro muszę dotrzeć do Piwnicznej, pod słowacką granicę. Brat Andrzej odprawi rano w mojej intencji mszę świętą. Bóg zapłać, pamiętam o modlitwie.

Dzień 2
Sobota 06.06.2009
Etap: Kraków – Piwniczna Zdrój
Długość odcinka: 114km

Pobudka na spokojnie o 7.30. Pakowanie, śniadanie i żegnam się z chłopakami. Jak Bóg da zobaczymy się 15-16 lipca na Spotkaniu Młodych w Wołczynie. Ruszywszy po 9 błądzę trochę po Krakowie. Znajduję właściwą drogę i docieram do Wieliczki, za którą zaczynają się góry. Na zmianę podjazd i zjazd. Za Limanową na szczycie jednego ze wzniesień robię sobie drzemkę pod wiatą przystanku. Do Starego Sącza mimo, iż jest z górki jadę wolno bo wiatr jest niesprzyjający. Strach pomyśleć, co będzie dalej, skoro drugiego dnia przy niespecjalnie trudnych warunkach mam takie problemy. Po 18 docieram do Piwnicznej. Pytam proboszcza miejscowej parafii, czy istnieje możliwość noclegu. Nie ma problemu. Dostaję klucze do salki parafialnej. Mogę też skorzystać z kuchnii i wziąźć ciepł prysznic. Tak też czynię. Na 19 udaję się do Kościoła, aby pojednać się z Bogiem w sakramencie pokuty i wziąźć udział w mszy świętej. Przed snem robię sobie jeszcze zupkę chińską i konsumuję zapasy kanapek z domu. Krótki notatki i zdrowy sen.
.: początek :.                                        dalej >>

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *