Welcome to Delicate template
Header
Just another WordPress site
Header

Kreta + dodatki

Kwiecień 2nd, 2012 | Posted by Michał Piec in Inne

Zimna aura za oknem sprzyja snuciu planów o podróżach w cieplejsze strony. Godziny a nawet dni przekopywania lotniczych ofert przyniosły wreszcie jakiś efekt – Kretę w całkiem przyzwoitej cenie (150zł). Połączenia co prawda z małymi niedogodnościami, które jednak przy odrobinie chęci udało nam się przemienić w atuty.

Mianowicie wylatując z Krakowa mamy dwa dni przerwy w BLQ gdzie czeka nas przesiadka. To dobra okazja do spacerów niekończącymi się bolońskimi arkadami, jak również możliwość odwiedzenia innych uroczych włoskich miasteczek. Wybór pada na oddaloną od Bolonii o 40km Modenę. Ekipa liczy sobie pięć osób. Iga i ja lecąc z Krakowa  jesteśmy w Italii dzień przed Sonią, Tomkiem i Piotrkiem, którzy do Bolonii dolecieli z z Wrocławia, skąd już razem kolejnego dnia wylatujemy Ryanairem do Chanii.

Pierwszą noc na Krecie spędzamy na lotnisku. To akurat nic nowego, bo dwie noce we Włoszech też przespaliśmy w terminalu lotniczego portu. Stopujemy po wyspie bez większego problemu odkrywając coraz to bardziej malownicze zakątki. Największe wrażenie zrobiła na nas bez wątpienia Laguna Balos będąca w szczycie sezonu oblężona przez turystów, a teraz w zasadzie bezludna. Piaszczyste plaże, , bajeczny lazur wody,  soczysta zieleń porastająca wzgórza i wyspę z malutką cerkiewką, marzenia o rajskiej wyspie rodem z Malediwów czy Seszeli spełniają się w tym obrazku. Z resztą inne zakątki wyspy wielce nie odbiegają urodą Balosowi. Nam udało się wykąpać w Morzu Libijskim, na pięknej plaży w Elafonisi.

Niebrzydka okazała się być również Chania. Niestety nie udało nam się odwiedzić wąwozu Samarii, pozostało nam jedynie z żalem spoglądać na piękny ośnieżony górski masyw w środku wyspy.

Poruszanie się stopem po wyspie to ciekawa przygoda. Dwukrotnie przyszło nam jechać kilkadziesiąt kilometrów na pace pickupa krętymi górskimi ścieżkami. Niezapomniany pozostaje też przejazd w 13 osób busikiem odwożącym dzieci ze szkoły do domów.

Z noclegami poszło nam gładko. Oprócz wspomnianego spania na lotniskach, kimaliśmy również w małej cerkiewce, w parku, a także w opuszczonej naczepie ciężarówki. Temperatury nocą oscylowały w granicach 6-8stopni. Z kolei w dzień w cieniu było ponad 20stopni, co przy ostrym słońcu sprawiło, że nasze facjaty mocno się przypaliły. Żywiliśmy się tradycyjnie niskobudżetowo-marketowo wspomagając się kostkami paliwa stałego (nie jedliśmy ich, tylko gotowaliśmy na nich zupki chińskie i herbatę). Raz udało nam się rozpalić śliczne ognisko. Nierzadko podstawą naszej diety były przesłodkie pomarańcze, które mieszkańcy wyspy uznawali za niejadalne.


Sonia, Tomek i Piotrek wrócili bezpośrednio do Wrocławia, podczas gdy Iga i ja musieliśmy znów polecieć do Bolonii. Stamtąd stopem pojechaliśmy do Pizy. Nie obyło się oczywiście bez zobaczenia krzywej wieży. Całkiem dobre wrażenie zrobiła na nas także, oddalona o 20km od Pizy – Lucca. Ostatnią noc spędziliśmy na jednej z trybun wewnątrz kompleksu sportowego. Udało nam się nawet wziąć prysznic w szatni arbitrów. Z Pizy rankiem  odlecieliśmy do Wrocławia, skąd stopem dostaliśmy się do domu.  Całość trwała 8 dni (24marzec-1kwiecień). Wyjazd bardzo udany – chyba najlepszy z dotychczasowych opierających się na tanich lotach.

 

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

7 komentarzy

  • Jarek says:

    czy możesz napisać jak się spakować na taki kilkudniowy wyjazd, tak aby lecieć tylko z bagażem odręcznym, gdyż Ja mam zawsze problem z pakowaniem

    • Michał Piec says:

      Przy pakowaniu ograniczenie stanowi nie tylko rozsądek(nie nosić niepotrzebnych ciężarów) ale przede wszystkim wymiary bagażu podręcznego w Ryanair i Wizzair (55cmx40cmx20cm).
      Ja mieszczę się w plecak Deuter Futura 32+4AC, jeśli czegoś nie zmieszczę to pakuję po kieszeniach kurtki, którą przy wchodzeniu na pokład samolotu mam na sobie(np. kanapki czy zupki chińskie podziurkowane szpilką i skompresowane w kiszeniach)
      Podstawowy element ekwipunku stanowią przybory do spania, czyli śpiwór i mata. Śpiwór polecam puchowy – stosunek wagi i objętości do termiki jest dużo korzystniejszy niż w śpiworach syntetycznych (ja mam Cumulus X-Lite 200). Co do maty starczy zwykła alumata, bądź karimata. Wtedy przy kimaniu na dziko można znaleźć jakieś kartony. Ja mam matę samopompującą Therm-a-Rest Prolite, która wagowo nie odbiega zbyt wiele od karimaty, za to objętościowo jest niewielka, a w dużym stopniu zwiększa komfort snu.
      Jeśli chodzi o obuwie, to ja biorę tylko sandałki, które mam na sobie. Minus jest taki, że dojeżdżając np na stopa w marcu na lotnisko w Polsce, wygląda się bardzo dziwnie:)
      Jako ręcznik polecam ścierkę z mikrofibry typu ‚Jan Niezbędny’ lub jakiś ‚no name’. Można zainwestować w jakąś bardziej pro-ścierkę, o konkretnym podróżniczym przeznaczeniu.
      Do gotowania biorę metalowy statyw+ kostki stałego paliwa typu esbit. Do tego jeszcze aluminiową miskę, w której gotuję wodę. Do miski można powkładać spożywkę, zupki itp. Teoretycznie kostek paliwa stałego nie można przewozić w bagażu podręcznym, ale nigdy jeszcze nikt nigdy się do tego nie przyczepił(a mam już za sobą sporo lotów z nimi).
      Problem mam zawsze z lustrzanką. Zazwyczaj mam ją w górnej klapie plecaka. Żeby zmniejszyć objętość i wagę nie biorę dedykowanego pokrowca, tylko owijam aparat koszulką. Co do ciuchów, to też w miarę możliwości jak najmniej -jeśli na dłużej to na zasadzie przepierania. Żelazną pozycję na każdy wyjazd stanowi przeciwdeszczówka i jakaś warstwa termiczna – polar, albo sweter puchowy.
      Po bocznych kieszeniach mam poupychane jakieś detale typu lampka czołówka, flamastry przydatne przy łapaniu stopa, szampon, szczoteczka i malutka tubka pasty itp itd.
      Mam nadzieję, że w jakimś stopniu pomogłem. Jeśli nie do końca o to Ci chodziło, albo chcesz, żebym coś doprecyzował – wal śmiało.
      Pozdrawiam serdecznie

      • Anakin says:

        Podziwiam Cię stary :) Naprawdę, często marzę o jakiejś wyprawie za mały koszt i zazdroszczę ludziom takim jak Ty zaradności. Czy mógłbyś napisać co nieco o przygotowaniach i technicznej stronie takiej „taniej podróży”? Pisałeś już tutaj o pakowaniu, ale interesowałyby mnie też jakieś wskazówki co do tanich lotów (jak udaje się to zrobić aż tak tanio?), jak organizujesz sobie najczęściej noclegi itp.

        Pozdrawiam!

        • Michał Piec says:

          Hej! Co do szukania tanich lotów: to najważniejsze mieć otwartą głowę – nie upierać się co do jednego kierunku, w którym chce się lecieć, tylko łapać to, co akurat wskakuje w promocji. Ja szczególnie polecam śledzenie http://www.fly4free.pl oraz ich forum, które są niezgłębioną mądrością na temat tanich lotów. Tam też opisane są wszystkie szczegóły odnośnie tego co zrobić aby podróżować tanio – bagaż podręczny, odprawa online, wydrukowanie karty pokładowej, płacenie specjalną kartą – to też nie problem, bo wielu ludzi tam na forum ma tę kartę(zarówno ryanair i wizzair) i za darmo pomagają przy bookowaniu. Inne strony monitorujące tanie loty, z których korzystam to: mlecznepodroze.pl, krakolot.pl, silesiair.com.pl
          Kluczem do taniego latania jest również względna swoboda czasowa. . Bilety zazwyczaj trzeba rezerwować w granicach od jednego do nawet trzech miesięcy wcześniej – chociaż nie ma w tym reguł. Im mniej sztywne podejście do czasu, pracy, uczelni – tym więcej możliwości.
          Co do noclegów to jest kilka możliwości. Ja zazwyczaj nocuję na dziko i to bez namiotu, ale zdarza mi się również nocowanie u ludzi za pośrednictwem Couchsurfingu. O moim nocowaniu totalnie na dziko piszę tutaj: http://www.wykop.pl/ramka/985855/ama-logistyka-bezdomnosci/ Na fly4free.pl często też podawane są oferty/zniżki na noclegi w różnych miejscach. Z tego powodu warto również śledzić ich forum. Pozdrawiam również:)

          • Jarek says:

            Podziwiam cały czas. Ja mam problem ze spakowaniem np. na 7 dni Berlina – cel zwiedzanie, a śpię w hotel :-)
            ostatnio w 2011r. ledwo spakowałem się w 80 litrową walizkę :-) a wyjazd był w czerwcu

  • Mariusz Nitka says:

    Elafonisi… Bajka! Tam jest więcej takich miejsc :-) Trzeba tam wracać. Nieważne jak i czym :-)

    • Michał Piec says:

      Zgadza się ! Chociaż woda tym razem była jeszcze chłodna, to za to nie było mnóstwa ludzi.. pięknie:) Ponoć tam był różowy piasek – moi towarzysze się nim zachwycali… ja jednak chyba jestem daltonistą.. ;-)



Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *