Welcome to Delicate template
Header
Just another WordPress site
Header

Malta

Marzec 20th, 2012 | Posted by Michał Piec in Inne


Prawnie zakazane rozwody i aborcja pod każdą postacią. W konstytucję wpisana nadrzędna rola apostolskiego, rzymskiego Kościoła Katolickiego. Na domach tabliczki wskazujące patronów ‘św. Pio, św. Antoni’. Banery ‘Thanks God’ czy ‘Only God can save you’ w wystawach sklepowych i na frontach autobusów. To wszystko to nie utopia widziana oczyma wyobraźni katolika. To rzeczywistość na Malcie.


W 60r. n.e. na Maltę wraz z rozbitkiem – św. Pawłem dotarła Dobra Nowina(Dz 26-27). Podczas swojego trzymiesięcznego pobytu na Malcie musiał on faktycznie głosić Słowo Boże z mocą, skoro owoce są ciągle tak widoczne. Ale to nie tylko zasługa Apostoła Narodów. Ogromną rolę w historii Malty odegrali Joannici, którzy odbili ją spod władania Arabów i nie raz obronili krzewiąc przy tym wiarę. Kawalerów Maltańskich z wyspy wypędził Napoleon, a jego Brytyjczycy. W 1964r Malta stała się w pełni niepodległym państwem. Historię Malty wyraża jej bogactwo kulturowe w postaci architektury, języka, kuchni i muzyki. Zabudowa charakterystyczna dla Basenu Morza Śródziemnego, z widoczną spuścizną joanicką w budowlach obronnych i warowniach, a także kościołach, pałacach i portach. Arabskie wpływy są widoczne w klasycznej zabudowie mieszkalnej i języku. Czas brytyjskiej protekcji przyniósł chociażby czerwone budki telefonicznych i ruch lewostronny, a bliskie położenie Włoch – ekspresję kierowców. Na Malcie można jeszcze zobaczyć pozostałości z czasów Rzymskich, a nawet neolityczne kamienne budowle starsze od piramid. Od 2004 roku Malta jest w UE, ale zachowała ona nadrzędność własnej konstytucji.

Malta jest na tyle niewielką wyspą,że w kilka dni można by ją z powodzeniem obejść pieszo. Tylko czy to konieczne, skoro możemy ją przejechać wzdłuż i wszerz za 0,5euro? Podróżujemy klimatycznymi autobusikami sprzede 60lat, o żółtej karoserii i białych dachach. Aby się zatrzymać musimy pociągnąć za sznurek, który uruchomi dzwonek przy kierowcy.
Podczas gdy w Polsce w marcu mamy jeszcze zimę na Malcie temperatury przekraczają 20°C. Jako, że jest to czas po za sezonem turystycznym, nie ma natłoku turystów, co sprzyja spokojnemu włóczeniu się brukowanymi ulicami La Valetty – stolicy kraju. Lazurowe morze i urozmaicona linia brzegowa czynią wsypę niezwykle urokliwym miejscem. Choć Malta jest niewielka, to znajduje się tutaj aż 360 kościołów.


Malta ląduje na mojej topliście obok Asyżu i La Salette. Jan Paweł II mówił że Maltańczycy muszą być ‘światłem dla Europy’. Pisząc ten artykuł próbuję wyciągnąć to światło spod korca.
Dobra, to teraz coś na temat mojego wypadu na Maltę. Jak zwykle ciężko było znaleźć towarzysza drogi (no bo kto niby miałby ze mną wytrzymać?). W końcu udało mi się namówić Tomka „Kaneta” Szewczyka. Z ponad miesięcznym wyprzedzeniem zabookowaliśmy bilety u Ryanair’a. Z założenia miała to być wycieczka niskobudżetowa. Zmontowaliśmy loty z Wrocławia na Maltę z dwoma przesiadkami w każdą ze stron. Pierwsza miała miejsce w Brukseli Charleroi, a druga w Bari. Za każdy z lotów zapłaciliśmy 5euro, ale przez to musieliśmy się zmieścić w bagażu podręcznym.


Ruszam we wtorek 23lutego zaraz po zajęciach stopem z Katowic do Wrocławia. Udaje mi się złapać kierowcę na czeskich blachach i jestem we Wrocławiu po 1,5godzinie. Odwiedzam siostrę ze wspólnoty – Halynę. Samolot z Wrocławia mam dopiero jutro popołudniu, więc będę tutaj nocował. Rano udajemy się na zakupy. Muszę się poważnie zaopatrzyć, żeby nie musieć wydawać niepotrzebnie pieniędzy w strefie euro. Wracamy do domu gdzie robię sobie kanapki, które spłaszczając wkładam do kieszeni kurtki, gdzie w podobnym stanie są już dwie zupki chińskie. Bagaż podręczny ogranicza wagę i wymiary, dlatego muszę cudować.

Posilony obiadem zaczynam się pakować i uzmysławiam sobie, że jak zwykle musiałem coś popsuć. Przeglądając zakupione bilety zauważam, że w drodze powrotnej lecąc z Bari do Brukseli, spóźnimy się o dobre pół godziny na samolot do Wrocławia. Masakra jakaś. Taki głupi błąd może nam popsuć wszystkie plany. Dzwonię do Kaneta, który jadąc pociągiem do Wrocławia podejrzewa mnie o strojenie sobie z niego żartów. Żegnam się z Halyną, a wraz z Dodzią jadę na dworzec PKP głowiąc się jak rozwiązać tę sytuację. Docieramy na dworzec gdzie czeka już na nas niepocieszony Kanet. Uzgadniamy, że musimy kupić bilet z Brukseli do Wrocławia na kolejny dzień. Korzystając z Internetu na dworcu, znajdujemy bilety po 30euro. Niestety w tym momencie koszty zwiększyły nam się dwukrotnie. Mimo wszystko to lepsze wyjście, niż całkowita rezygnacja z wyjazdu, bądź lot tylko do Brukseli. Dzwonię szybko do brata dając mu wskazówki, jak ma zamówić nam bilety. Biegniemy z dworca na przystanek autobusowy, żeby zdążyć na ostatni autobus, który dotrze na lotnisko przed naszym odlotem. Żegnamy się z Dodzią i jedziemy.


Półtorej godziny lotu bez żadnych perturbacji, czy turbulencji i jesteśmy na lotnisku Charleroi. Dostaję SMS od brata, z numerem rezerwacji. Uspakajamy się. Rozkładamy maty i śpiwory w kącie lotniska. Nie jesteśmy jedyni w takiej roli. Kanet zdążył już zwrócić uwagę ochrony lotniska robiąc zdjęcia. Przegląd zdjęć przez żandarmów zabiera kilka minut. Chyba jesteśmy jednak bardziej menelami niż terrorystami. Myjemy się i idziemy spać.
O 4 nad ranem budzi nas ochrona lotniska. Wkrótce zaczną się wyloty i chyba leżąc w kącie nie sprzyjamy dobremu wizerunkowi lotniska. Do Bari lecimy o 9, do tego czasu drzemamy na niewygodnych krzesełkach i zjadamy śniadanie. Lot spokojny i po 11 jesteśmy na lotnisku nieopodal Bari. Mamy prawie 6 godzin do następnego lotu, więc postanawiamy zorganizować sobie małą wycieczkę krajoznawczą. Udajemy się do Palese i nad Adriatyk. Śliczna woda, a pogoda również znakomita jak na polskie warunki. Bez problemu można chodzić w sandałach, czy krótki rękawku. Po przechadzce wracamy na lotnisko i lecimy na Maltę. Docieramy prawie o zmierzchu. Na lotnisku nie znajdujemy dobrego miejsca na spanie. ‘Kąpiemy się’ w umywalkach i idziemy szukać outdoorowego noclegu. W promieniu 500metrów od lotniska znajdujemy pole żółtych małych kwiatów. Bez zbędnego zwlekania rozkładamy przybory do spania, wkładamy stopery do uszu i idziemy spać.


Nad ranem robi się zimno i trochę wilgotno. Jednak to jeszcze luty. Zwijamy się i idziemy na lotnisko umyć się, przeprać rzeczy i zjeść pozostałości kanapek z Polski. Po tych czynnościach udajemy się z buta do Valetty. Centrum La Valetty jest może 10 km stąd. Bez pośpiechu spacerujemy po konurbacji Valetty podziwiając urokliwe miejsca. W porcie rzuca się w oczy zakotwiczony, ogromny i piękny jacht Malta Falcon. Jedziemy busikiem do samego centrum. Nie ma wielu turystów. Robimy przerwę na posiłek nad brzegiem morza. Mnóstwo tu różnorakich muzeów, które niestety są strasznie drogie jak na warunki polskiego studenta ekonomii. Podziwiamy zachód słońca i stolicę nocą, po czym wracamy na lotniskową ‘kąpiel’ i idziemy spać tam gdzie ostatnio.


Ta noc była cieplejsza od poprzedniej, a co najważniejsze nasze śpiwory nie były pokryte wilgocią. Zaczynamy dzień podobnie jak wczoraj od wizyty na lotnisku i udajemy się busikiem do centrum, skąd dalej jedziemy nad Sant Paul’s Bay w północno-zachodniej części wyspy. Tradycja głosi, że to właśnie przy tej zatoce ugrzęzła łódź, którą płynął św. Paweł. Czuć tu trochę komercję, ale nie ma jeszcze sezonu i spokojnie możemy cieszyć się malowniczymi widokami. Na Malcie jest jeszcze kilka ciekawych miejsc, ale ograniczony czas nie pozwala nam ich tym razem zobaczyć. Wracamy do centrum i na lotnisko, skąd odlatujemy do Bari. W porcie lotniczym im. Jana Pawła II myjemy się i znajdujemy ustronne miejsce, gdzie możemy rozłożyć sprzęt do spania.


Dziś niedziela. Tym razem nikt w nocy nas nie obudził. Sami wstajemy po 6 i udajemy się autobusem do Bari. Mamy sporo czasu, żeby znaleźć Mszę Świętą i zwiedzić miasto. Tak też robimy. Sam siebie zaskakuję moim nabytym włoskim w stylu ‘Antonio Margartte’. W każdym razie, trafiamy do kościoła p.w. św. Klary. Proboszcz tradycyjnie nas zagaduje, a na początku Mszy przedstawia ogółowi zgromadzenia. Po Eucharystii spacerujemy po mieście. Całkiem ładne, ale Malta dużo lepsza. Wracamy na lotnisko. Kalkulujemy w głowie, że teoretycznie możemy zdążyć na wcześniejszy lot z Brukseli do Bari, o ile dolecimy wcześniej, a kolejny lot będzie opóźniony. Na pokładzie samolotu z niecierpliwością czekamy na start podczas gdy ten, opóźnia się już o pół godziny. Godzimy się z tym, że nie zdążymy na wcześniejszy lot. W międzyczasie pilot ogłasza, że z powodu awarii elektroniki na pokładzie nasz lot jest odwołany i polecimy 6godzin później, czyli o 20:30. Po pokładzie przetacza się fala rozgoryczenia. Kanet i ja jesteśmy jedynymi osobami, które reagują na tę wiadomość radością. Na wcześniejszy lot i tak już nie zdążymy, a lepiej spędzić czas w ciepłych Włoszech niż w mroźnym Charleroi. Po za tym, znając regulamin Ryanaira, uzmysławiamy sobie, że należy nam się odszkodowanie 250euro, bo lot z winy przewoźnika będzie opóźniony o ponad 2 godziny. Nasza radość nie trwa jednak długo. W momencie kiedy przygotowujemy się do opuszczania pokładu pilot oświadcza, że uporał się z problemami technicznymi i za 10minut odlecimy. Buuu. No trudno. Chociaż strach trochę lecieć samolotem, w którym przed chwilą awarii uległa elektronika. Włączam na chwilę telefon, po czym odczytuję sms od koleżanki Agaty – na temat tego, co Jej się śniło. Nie było to nic optymistycznego. Ze zdwojoną obawą unosimy się w górę na skrzydłach Ryanaira. Na szczęście lot odbywa się już bez żadnych komplikacji. Lądujemy w deszczowym Charleroi. Czas najwyższy zmienić sandały na normalne obuwie. Zimno strasznie. Siedzimy cały czas na lotnisku, czekając z rozłożeniem maneli do momentu aż skończą się wyloty. Są tutaj automaty do drukowania biletów. Mamy rezerwację, ale bilet jeszcze niewydrukowany. W informacji dowiaduję się, że kosztuje to 40euro do osoby. O zgrozo! Wszystko wskazuje na to, że będziemy musieli jutro z samego rana jechać do centrum Charleroi i szukać Internetu z drukarką. Dojazd do Brukseli odpada, bo jest ona 60km od tego lotniska, a bilet kosztuj 22euro. Chodzimy po lotnisku prosząc w różnych punktach sprzedażowych, aby nam ktoś wydrukował bilety. W końcu w punkcie sprzedaży biletów autobusowych mężczyzna ugina się pod wpływem naszego błagania. Tym sposobem wszystkie techniczne problemy z lotami już za nami. Pozostaje przeczekać prawie 24h na lot do Wrocławia. Tak też robimy. Kładziemy się spać.


Sytuacja identyczna jak podczas naszego pierwszego pobytu na Charleroi. Ochroniarze budzą nas, a my przenosimy się na krzesełka. Na śniadanie konsumujemy zupkę chińską na sucho. Pogoda bardzo kiepska, po za tym ciężko się stąd wydostać pieszo. Zostajemy więc na lotnisku. W międzyczasie się uczę, chociaż zupełnie mi to nie idzie. Wrócę do Katowic prosto na poprawkowy egzamin z marketingu. Z trudem przetrzymujemy tę długą pauzę. Z radością wchodzimy na pokład samolotu do Ojczyzny. Jesteśmy we Wrocławiu. Zima ciągle trzyma, podczas gdy mnie z twarzy zeszła skóra od słońca. Jedziemy autobusem do centrum. Kanet biegnie na pociąg, a ja nocuję u Dodzi i Madziory, a jutro z samego rana ruszam do Katowic. Noc krótka, bo większość przegadaliśmy. Jadę po 6 do Katowic, naukę przeplatając z drzemaniem. Szybko na uczelnie i piszemy. Trudne pytania, ale na szczęście udaje się. Dst+ pieczętuje udany przebieg całego przedsięwzięcia. Polecam wszystkim Maltę!

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

4 komentarze

  • blazej says:

    super blog warty polecenia ;) milo sie czyta.. tez bym tak chciał ;)

  • Adam says:

    Ale masz pomysły! Świetny blog, udowadniasz ze wcale nie trzeba być bogatym aby zwiedzić świat. Jedyne co jest potrzebne to ciekawość świata. Gratuluje :)

  • Ciekawy sposób na podróżowanie. Szkoda, że nie widać zdjęć. :(

    Co do samej Malty to ta trochę się zmieniła od 2010, nie ma już starych autobusów, najtańszy bilet (2 godzinny) to 1,30 €. Maltańczycy wprowadzili rozwody, a nawet związki partnerskie. Oczywiście Maltańczycy nie zmienili się przez te 4 lata, po prostu tacy byli już wcześniej. A to, że mają w konstytucji zapis o religii nie znaczy, że ich przekonania zawsze były zgodne z nauką Kościoła.

    Wkradł też Ci się drobny błąd w tekście Joannici nie odbili Malty z rąk Arabów, zrobili to Normanowie prawie 450 lat przed przybyciem zakonu na wyspę.



Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *