Welcome to Delicate template
Header
Just another WordPress site
Header

Maroko i Norwegia

Marzec 20th, 2012 | Posted by Michał Piec in Inne

Na pierwszy rzut oka takie połączenie wydaje się być dość dziwne. Już wyjaśniam, dlaczego tak wyszło, że udało się odwiedzić Maroko i Norwegię bez zawijania do portu macierzystego (czyt. domu).
Otóż, gdy mieliśmy już powrót z Maroka do Poznania, okazało się, że w podobnej cenie jak pociągiem dotrzemy do Katowic samolotem (przez Oslo). W międzyczasie w Norwegii zrobiliśmy więc sobie mały 5 dniowe tournee po okolicy.

Oczywiście takie połączenie wiązało ze sobą problemy logistyczne. Jak do bagażu podręcznego zmieścić się na temperatury +23 i -23? Dla przykładu zarówno tu i tam chodziłem w tych samych butach. Na szczęście część rzeczy, które były niezbędne na Norwegię dowiozła nam Klaudia z domu.
Myślę, że zainteresowanie niektórych czytelników budzą kwestie finansowe takiego wyjazdu. Już rzucam kosztorys:
Z Katowic do Wrocławia dotarliśmy z Rafałem autostopem.
Za cztery loty: Wrocław – Bergamo – Marrakech – Bergamo – Poznań zapłaciliśmy w sumie 110zł na głowę (Ryanair) . Za kolejne dwa – Poznań – Oslo Sandefjord – Katowice 45zł (Wizzair).

Dla osób, które nie podróżowały jeszcze tak tanio samolotami wskazuję co jest podstawą taniego latania:
-kupno biletu stosunkowo wcześnie (ok1-2msce przed wylotem)
-zabranie tylko bagażu podręcznego (do 10kg i określone wymiary)
-płatność specjalną kartą nie pobierającą prowizji w przypadku lotów Ryanair’em – Mastercard Paypass Prepaid (do wyrobienia na miejscu w każdym oddziale BZWBK za jednorazową opłatą 20zł)
Jeśli chodzi o noclegi, to sypialiśmy outdoor’owo, z jednym wyjątkiem w Quarzazete – 2 euro na glebie w hotelu.


Jeśli chodzi o wyżywienie to do Maroka sporo strawy dla ciała zabraliśmy z Polski, pakując spłaszczone bułki po kieszeniach, a czekolady wzdłuż stelaża plecaka. Nie zabrakło również ‘krakowskiej suchej’, kiełbasy, której ze względu na skład(wieprzowina zakazana w islamie) na pewno w Maroku nie udałoby nam się dostać. Ponieważ mieliśmy dwie noce przerwy w Poznaniu to zrobiliśmy kolejne zapasy, tym razem na Norwegię. Oprócz tony kanapek i 6puszek tuńczyka, które z domu dowiozła Klaudią zabraliśmy ze sobą 20zupek chińskich(odpowiednio podziurkowane szpilką i skompresowane) oraz kostki skondensowanej benzyny [esbit] wraz z malutkim stelażem i większym garnuszkiem. Teoretycznie nie można w samolocie przewozić łatwopalnej benzyny, ale nie było z tym problemu, a nam w mroźnej Skandynawii ona uratowała chyba życie, a co najmniej portfel.


Jeśli chodzi o względy finansowe pobytu w Norwegii, to chyba jesteśmy na plusie. To niewiarygodne, w kraju gdzie hamburger kosztuje 50zł. Jak nam się to udało? W strefie bezcłowej na Poznańskiej Ławicy kupiliśmy litr 70procentowego Rasputina za niecałe 20zł. Były problemy ze zbyciem go. Wreszcie spotkaliśmy właściwych ludzi, czyli Łysego i jego kolegę – bezdomnych Polaków o dużym doświadczeniu ‘outdoorowym’. Kolega Łysego poszedł znaleźć kupca, podczas gdy on opowiadał nam o życiu w Londynie i robił sobie skręta z petów, które znalazł w popielniczkach. Dostaliśmy stówkę za flaszkę. Jedyne koszty, które ponieśliśmy to chleb za 6NOK czyli 3zł, więc złotówka na głowę.


W nocy było naprawdę bardzo zimno. Od Łysego dowiedzieliśmy się, że -23stopnie. Ledwo udało nam się noc  przetrwać – zwłaszcza, że w zaułku w którym spaliśmy przebiły nam się dwie maty na jakichś starych strzykawkach. Z samego rana udaliśmy się na dworzec, który nocą podobnie jak metro i wszystko inne był zamknięty. Chcieliśmy nawet poprosić policję o wskazanie przytułku dla bezdomnych, ale jak na złość nie potrafiliśmy jej znaleźć. Dzień w Oslo to kursowanie między dworcem kolejowym, a toaletą przy Kościele. W międzyczasie udaje nam się odwiedzić port, operę i trochę przejść po starówce. Po wieczornej Mszy Świętej zagaduje do nas Michał, który mieszka i pracuje w Oslo już ładnych parę lat. Tym sposobem dostajemy prześwietny nocleg u naszych rodaków w stolicy Norwegii. Na lotnisko wracamy stopem. Oczywiście nie obyło się bez przygód. Za łapanie stopa na autostradzie skasowała mnie policja. Na szczęście oficer wywiózł mnie tylko na równoległą  do autostrady drogę, a zamiast mandatu skończyło się na pouczeniu i przekazaniu numeru dokumentu do centrali. Ostatnią noc spędzam w pionie przy piętrowym parkingu nieopodal lotniska. Mimo, iż oficjalnie nie można nocować w terminalu lotniska Oslo Trop, to ochroniarz w drodze wyjątku z litości zgadza się na taki precedens. Jest to nie lada gratka nie tylko z powodu ujemnej temperatury na zewnątrz, ale także z powodu dwóch stanowisk z darmowym dostępem do Internetu. Respect dla Klaudii, która przetrwała te menelskie warunki, mimo niespełna 16stki na karku.


Zapomniałem napisać coś o tym Maroku. Byliśmy tam w czwórkę: Agata, Beata, Rafał i ja. Na samym początku jeszcze Karol był – ale się zmył. Pierwsze wrażenie negatywne, zwłaszcza jeśli chodzi o Marrakech. Czułem się jak bohater Dnia Świra osaczony przez nachalnych sprzedawców i innego rodzaju natrętnych naciągaczy.  Nie trzeba się wysilać by usłyszeć ‘maybe stuff’ lub ‘cheap viagra for You’. Bez komentarza. Gdy ofiarą małoletnich ekonomicznych agresorów padała Agata wzbijałem się na wyżyny odpowiedzialności i lingwistycznej elokwencji krzycząc: ‚its maj łajf! muw ałt! gerary hir!’. Dopiero po wyjeździe z miasta, na prowincji można odpocząć i powiedzieć ‘spoko Maroko’. Odwiedzamy Quarzazete i Ait Benhaddou. W tym Quarza-cośtam ponoć kręcili sporo holywoodskich produkcji. Odwiedziliśmy sobie z Rafałem meczet, z gatunku tych, do których nie wolno wchodzić. Dużo frajdy sprawia nam jazda taksówką w siedem osób, jak również dalekobieżnym autokarem, który ze zbyt dużą prędkością przemierza kręte górskie drogi w Atlasie Wysokim. Nocowanie na lotnisku w Marrakechu to przyjemność. Nawet kanapy mają ku temu przeznaczone? Spotkaliśmy Ibrahima – Tuarega(albo Berbera?), który znał Kingę Choszcz. Mieliśmy nocki w Bergamo, także i sobie to włoskie miasto zwiedziliśmy z buta. Posiłek pod italiańskim marketem zakrapiany był winem z kartonu.Nie wiem co jeszcze napisać, jak mi się coś przypomni to doskrobię. Spieszę się bo jestem poważnie w tyle z relacjami. Przepraszam, że czytając o Norwegii oglądacie fotki z Maroka. Nie chciałem tego rozbijać. Pozdrawiam wytrwałych (-;

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

One Response

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *