Welcome to Delicate template
Header
Just another WordPress site
Header

Prince of Persia – zwiastun

Z potrzeby serca 7 lipca 2010 ruszyłem z domu rowerem w nieznane. Nie miałem sprecyzowanych planów, wstępnie chciałem odwiedzić Iran. Jedyne założenie tego wyjazdu było takie, że jadę bez żadnego spinania się. Nic nie muszę. Nie muszę koniecznie wszystkiego przejechać rowerem, robić dużych dystansów dziennych, wreszcie niczego nikomu nie muszę udowadniać – jadę dla własnej przyjemności, aby jak najpełniej przeżyć ten czas, jak najwięcej zobaczyć, poznać nowych ludzi i ich kulturę.
Wyprawę skończyłem 16 września, czyli po 72dniach. Jak na samotny wyjazd było to trochę za długo. Łącznie przejechałem 10krajów, a w sposób szczególny swój czas poświęciłem na eksplorowanie Turcji(14dni), Iranu(21dni), Armenii(16dni) i Gruzji(18dni). Pokonana trasa miała ponad 11 tysięcy kilometrów, z czego rowerem przebyłem tylko 2,5 tysiąca! Średnia wychodzi mniej niż 35km dziennie! To, że rowerem przejechałem tylko tyle kilometrów nie znaczy, że jeździłem płatnymi środkami komunikacji. Podróżowałem autostopem – z rowerem. Pierwszy raz w życiu, wcześniej nie wiedziałem, że jest to w ogóle możliwe, ale rzeczywistość przerosła moje wyobrażenia. Odstępstwo od reguły ‘łapania okazji’ stanowił Iran, gdzie autostop zwyczajowo jest płatny, a benzyna kosztuje 10centów. Mimo, iż tam również udawało mi się łapać stopa tradycyjnie, to przy cenie benzyny niższej niż wody, i kraju pięć razy większym niż Polska, część dystansu pokonałem autokarami.
Wyprawę uważam za udaną. Byłbym dużo, dużo bardziej zadowolony gdyby nie jeden incydent, który miał miejsce w Iranie. Otóż skradziono mi wszystkie dokumenty i pieniądze. Nie był to żaden rozbój, po prostu kieszonkowcy wykorzystali moja nieuwagę. Tydzień trwał proces zdobywania tymczasowego paszportu i wizy. Trzy dni w Shirazie, gdzie mnie okradziono biegałem od jednego komisariatu policji do drugiego. Prawdziwy kryzys przyszedł jednak w molochu, jakim jest Teheran, gdzie miałem wątpliwą przyjemność spędzić cztery dni. Gdy sprzątacze metra dzielą się z człowiekiem suchym chlebem z trawa, mleczami i miętą; gdy nocuje on na wyspie zwanej rondem otoczonej morzem autostrad, bądź na placu zabaw w rurze zjeżdżalni można mówić o poważnym kryzysie. Szczerze mówiąc o mały włos się nie poryczałem, byłem też o krok od tego, aby w teherańskim metrze śpiewać pocahontas i po prostu żebrać. Gdy moją tożsamość w ambasadzie RP zweryfikowano za pomocą zdjęć na naszej-klasie, gdy po kolejnym absurdalnym maratonie dostałem wreszcie irańską wizę, ruszyłem dalej. Zupełnie bez entuzjazmu, najchętniej wróciłbym już do domu, ale miałem wcześniej zabookowany samolot z Gruzji dopiero za 34dni. Z perspektywy czasu nie żałuję, że kontynuowałem podróż, bo zarówno Armenia jak i Gruzja zrobiły na mnie duże wrażenie. Mój skurczony budżet i zwichrowana psychika po tym incydencie sprawiły, że przez ten czas żyłem za mniej niż dolara dziennie.
Zachwyt za zachwytem przeżywałem w Armenii. Kraj w pełni górzysty, nieprzyjemny przy pedałowaniu rekompensował trudy z nawiązką przepięknymi widokami, mistycznymi monastyrami i chaczkarami, a przede wszystkim gościnnością ludzi. Szybko nadrobiłem stracone w Iranie kilogramy i niewypite z powodu prohibicji litry alkoholu. Również Gruzja nie odstawała od Armenii w tych aspektach. Piękno Kaukazu, otwarcie ludzi, którzy uważają Polaków za braci, wreszcie smak wina w Kachetii pozostawia w mojej pamięci również ten kraj niezapomnianym na długie lata.

W tym miejscu chciałem podziękować wszystkim, dzięki którym to wszystko udało się zrealizować. Przede wszystkim ludziom dobrej woli, których spotykałem na swojej drodze, ale również wszystkim tym, którzy w trudnych chwilach otaczali mnie swoją modlitwą, a także tym, którzy siłą chcieli mnie z rąk niewiernych odbijać;-)

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat wyprawy, poczekaj na zdjęcia i pełniejszą relacje, która ukaże się niebawem. Napiszę między innymi o noclegu u pijanego mordercy czy u najemnika w górach pogranicza ormiansko-azerskiego. Wspomnę o traktowaniu paralizatorem przez policje w Iranie, o autostopie z martwą krową, myciu włosów płynem do naczyń, czy o kolportażu obrazków Matki Boskiej Piekarskiej i ucieczce rowerem przed policja po autostradzie w Turcji. Opowiem o tym, co myślą Gruzini na temat ‘incydentu Smoleńskiego’, o noclegach w schronisku dla bezdomnych i jaskini. Będzie też o spotkaniu żywego Mamuta w Kurdystanie i dla równowagi – o spotkaniu z człowiekiem, który nie żyje. Podzielę się też praktycznymi wskazówkami: jak przypiąć rower do wyciągu narciarskiego, jak zmieścić rower w kabinie ciężarówki czy w zwykłym bagażu na samolot.

One Response



Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *