Welcome to Delicate template
Header
Just another WordPress site
Header

Rowerem po Rosji i okolicy

40dni, 2950km rowerem i 4500km autostopem(z rowerem) to statystyki mojego tegorocznego wyjazdu. Drogę przemierzałem samotnie. Zobacz rowerowe dystanse dzień po dniu
Trasa podróży biegła z Piekar Śląskich przez Lwów, Kijów, Briańsk, Smoleńsk, Moskwę po Archangielsk, skąd dostałem się z powrotem na obwodnicę Moskwy i przez Twer dotarłem do Sankt Petersburga, gdzie już przez Tallinn, Rygę, Wilno, Warszawę i Częstochowę wróciłem do domu. Innymi słowy zrobiłem takie kółeczko: Polska-Ukraina-Rosja-Estonia-Łotwa-Litwa-Polska.
Nie miałem konkretnego celu, a plan ustalałem na bieżąco w zależności od pojawiających się opcji. Jedynym pewnikiem była Rosja, choć pierwotnie snułem myśli o Uralu czy nawet Ałtaju, to ogrom tego kraju trochę te plany zweryfikował (miałem tylko 30dniową wizę rosyjską).
Tym razem mnie nie okradli! ;) Z niebezpiecznych przygód, to chyba tylko raz najadłem się strachu, gdy we Lwowie do krwi ugryzł mnie bezpański pies. Na szczęście nie zacząłem się pienić.
Ze strat materialnych odnotowałem połamanie okularów przeciwsłonecznych, przebicie maty na wylot gwoździem i upadek GPS na płytowej drodze w Rosji. Niestety odbiornik GPS przestał działać ;( Z tego też powodu całą Rosję przejechałem praktycznie bez mapy zważywszy na to, że nie miałem żadnej papierowej.

Rosja to kraj pełen kontrastów. Moskwa i Sankt Petersburg jaśnieją przepychem, a w małych wioskach w tajdze piszczy bieda. Kraj w którym oligarchowie wożą się Maserati, poza głównymi drogami nie ma asfaltu, a policja jako alkomat każe dmuchać w szklankę. Wielkie miasta nie różnią się prawie niczym od tych europejskich, a na stacji benzynowej można spotkać niedźwiedzia na łańcuchu. W stolicy kobiety chodzą w płaszczach z norek, a na wioskach resztę wydaje się w cukierkach. Rozwarstwienie społeczne jest większe w tym kraju niż jego powierzchnia.

Moskwa liczy sobie prawie 15 milionów mieszkańców. Ma trzy pierścienie obwodnic, z czego ta najmniejsza ma ponad 100km. Poruszanie się po takim molochu rowerem jest nie lada wyzwaniem. W rosyjskiej stolicy znajduje się siedem ‚Pałaców Kultury’. Udało mi się odwiedzić Plac Czerwony, natomiast nie miałem okazji wejść na Kreml czy zobaczyć ciało Tutenhamona.. tfu, Lenina. Nawiedziłem katolickie parafie przy ‚Małej Gruzińskiej’ i kościoł p.w. św. Ludwika. Kiedy chciałem zobaczyć galerię Trietiakowską, przypomniałem sobie, że dziś poniedziałek. Zobaczyłem natomiast budynek należący do KGB mieszczący się na Łubiance, gdzie życie stracił niejeden opozycjonista.

Dojechałem do Archangielska, miasta założonego ku czci św. Michała Archanioła. Był to taki mały prywatny hołd złożony mojemu patronowi. Archangielsk leży w strefie podbiegunowej, 1250km na północ od Moskwy, przy ujściu rzeki Dwiny do Morza Białego. Załapałem się jeszcze na białe noce, kiedy przez całą dobę było jasno.

Sankt Petersburg nazywany jest Wenecją północy. Faktycznie coś w tym jest. Jak dla mnie jest to najpiękniejsze miasto całej Rosji. Mnóstwo cudów architektonicznych położonych pośród kanałów wodnych i zielonych skwerów. Galeria Ermitaż usytuowana we wnętrzu Pałacu Zimowego budzi zachwyt ogromną kolekcją obrazów wielu znanych malarzy, takich jak Leonadro da Vinci, Rafael, Rembrandt, van Dyck, Rubens, Poussin, Tycjan, Gauguin, Picasso, Matiss czy Monet.

Zobaczyłem wiele pięknych zakątków pod względem przyrodniczym. Rosja jest taka ogromna, że można uświadczyć tam mnóstwo dzikich miejsc, jeszcze nieskalanych ludzką działalnością.

Udało mi się odwiedzić miejsca związane z polską, niejednokrotnie trudną i bolesną historią, takie jak Cmentarz Łyczakowski + Orląt Lwowskich, Bykownia, Katyń, Smoleńsk, Twer, Miednoje, Rossa i Ponary

 

 

Zobaczyłem wiele wspaniałych miejsc kultu, w których modlą się Bracia Prawosławni. Miałem okazję rozmawiać z batiuszką, u którego nocowałem i innymi osobami bardziej lub mniej związanymi z prawosławiem. Widzę teraz trochę lepiej jak to wszystko funkcjonuje i z jakimi problemami się boryka. Tak czy siak misternie zdobione świątynie, przebogata liturgia i symbolika zrobiły na mnie duże wrażenie.

Wreszcie, przyjrzałem się sytuacji Kościoła Katolickiego i pracy polskich kapłanów na wschodzie. Szczególnie w Kijowie, Smoleńsku, Moskwie, Archangielsku, Wołogdzie, Jarosławiu, Twerze i Sankt Petersburgu.
Ponadto udało mi się uczestniczyć w każdą niedzielę we Mszy Świętej, odpowiednio w Kijowie, Moskwie, Archangielsku, Sankt Petersburgu i Rydze – co podczas wypraw do Ziemi Świętej czy Iranu nie było takie oczywiste.

Nie zabrałem ze sobą namiotu – aby nie dźwigać dodatkowych kilogramów. W zasadzie nie było większych problemów ze spaniem, nawet podczas deszczy. Jedynie w Estonii w nocy kilka razy było zimno(4°C) w związku z tym, że wiał zimny wiatr znad Zatoki Fińskiej. Nocowałem w przeróżnych miejscach. Były to często przystanki autobusowe i opuszczone domy. Zdarzył się wykolejony wagon kolejowy, snop siana, stacja benzynowa, kabina i naczepa Kamaza. Był nocleg pod mostem, w moskiewskiej szkole, no i spanie w miejscach, które ciężko scharakteryzować, bo były po prostu niczym. Kilka razy nocowałem też na katolickich parafiach, raz na prawosławnym probostwie i parę razy u spotkanych na drodze życzliwych ludzi.

Jeśli chodzi o posiłki, to najczęściej dietę miałem bardzo ubogą. Starałem się codziennie zjeść coś ciepłego – dwie zupki chińskie, które gotowałem przy pomocy palnika. Do tego jakiś chleb z majonezem, czy serkiem typu ementaler. Bez szału ;-) Do tego jeszcze woda + tabletki z multiwitaminą. Czasami strzeliłem sobie piwko, no a przez pierwsze dwa tygodnie jadłem krakowską suchą, którą na drogę dała mi ciocia. Raz na jakiś czas ktoś zaprosił mnie na konkretniejszy posiłek. Te starałem się uwieczniać aparatem, aby pokazać mamie jak dobrze się odżywiam.

Z autostopowaniem nie było źle, ale nie było też najlepiej. Na Ukrainie szło mi to jak krew z nosa. Kiepska pogoda była dodatkowym utrudnieniem. Nie mogłem liczyć na rodaków bo prawie wszyscy mieli zaplombowane ciężarówki i nie było gdzie położyć roweru. Jednak mimo tych wszystkich trudności jakoś dałem sobie radę i pokonałem stopem około 4500km.

Podczas drogi spotkałem wielu wspaniałych ludzi, dzięki którym w znacznie większym stopniu mogłem poznać strony przez które jechałem. Wiele razy ludzie okazywali mi swoją życzliwość czy to poprzez uśmiech, radę, czy przez podwózkę autostopem, a nawet zaproszenie na posiłek i nocleg.


Drogę powrotną z Sankt Petersburga pokonałem w głównej mierze rowerem. Mimo faktu, iż droga była prawie zupełnie płaska niejednokrotnie zmagałem się z bardzo silnym wiatrem wiejącym to z zachodu, to z południa. Podczas drogi powrotnej udało mi się zwiedzić stolicę Estonii, Łotwy i Litwy. Przez Częstochowę szczęśliwie wróciłem do domu 13 VIII 2011.

2 komentarze



Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *