Welcome to Delicate template
Header
Just another WordPress site
Header

Taize i La Salette – autostopem

Marzec 20th, 2012 | Posted by Michał Piec in Inne

A było to tak.. Michał(Drożdżu) wybierał się do Taize i La Salette samochodem, aby w górskim sanktuarium pracować miesiąc jako wolontariusz. Wolne miejsca w samochodzie nie pozwoliły długo czekać. Przemek i ja od razu z rekolekcji MF Tau w Żarach ruszyliśmy do Francji. Po drodze, zobaczyliśmy muzeum techniki w niemieckim Sinsheim. Wieczorem dotarliśmy do Taize. Nigdy wcześniej w Taize nie byłem. Bardzo przyjemnie, ale po kilku dniach doszedłem do wniosku, że to jednak nie to. Chyba przyzwyczaiłem się do samotności a tu zbyt wiele osób. Po za tym dostrzegam, że potrzeba dużo modlitwy, aby inicjatywy ekumeniczne były sensowne, a nie prowadziły do powolnej protestantyzacji Kościoła. Tutaj różnie to wygląda. Ogólnie pozytywnie, ale trzeba być ostrożnym. Po trzech dniach spędzonych w Taize i okolicach, zobaczywszy mknące ponad 300km/h TGV, zwiedziwszy autostopowo Cluny ze słynnym opactwem ruszamy dalej na południe, do La Salette.

Mamy wolne miejsca w samochodzie, więc zabieramy dwie Polki. Kasia i Lila przyjechały tu stopem, teraz jadą do La Salette a dalej nad Lazurowe Wybrzeże. Za Grenoble mijamy zakręt śmierci, gdzie w wypadku autokarowym przed kilkoma laty zginęli Polacy. Wspinamy się i wspinamy aż wreszcie dojeżdżamy do położonego w górach na wysokości ponad 1500metrów sanktuarium La Salette. Pierwszą noc spędzamy w pięć osób w jednoosobowym pokoju wolontariuszki z Polski.

Prysznice na korytarzu. Msza po Polsku. La Salette robi na mnie ogromne wrażenie. W odróżnieniu do innych miejsc pielgrzymkowych, to sanktuarium jest oazą spokoju. Nie ma tu mnóstwa turystów-pielgrzymów a co za tym idzie setek sklepików z tandetnymi gadżetami. Dziennie zjeżdżamy stopem do położonego w dolinie Corps, aby zrobić bieżące zakupy. Drugą noc śpimy w toalecie dla niepełnosprawnych. Duża przestrzeń. Można się zamknąć i zgasić światło. Tylko trochę duszno, po za tym luksus. o świcie wchodzę na pobliski wierzchołek, ponad 2200m.

Przepiękny widok zapiera dech w piersiach. ‚Tu faktycznie objawiła się Matka Boska’ – mówię sobie. Po południu ruszamy z chłopakami na via ferratę. To moja pierwsza ferrata w życiu. Świetna sprawa. Zaraz po tym, około 18 ruszam stopem do Polski aby zdążyć na wesele kuzyna. Przemek zostaje jeszcze jeden dzień i jutro wraz z dziewczynami stopują do Marsylii i Bóg wie gdzie dalej. Docieram po 35godzinach do.. Żar. Kolacja. Nocleg. Msza święta. Na wspólnotę można zawsze liczyć. Po mszy, stopuję do domu. Szczęśliwy, pełen nowych wrażeń i doświadczeń.

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

2 komentarze



Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *